Jubileuszowa, dziesiąta odsłona FreeFormFestival przeszła do historii, a z nią sezon festiwalowy A.D. 2014. Na dwa dni warszawskie Soho Factory stało się centrum miejskich rytmów. I mimo organizacyjnych perturbacji (zmiana terminu imprezy z maja na październik w ostatniej chwili), jest to edycja udana.
Trudno o porównania i wyłonienie jednego, najlepszego koncertu FreeFormFestival, ponieważ poszczególni wykonawcy prezentowali bardzo zróżnicowany materiał. Największe audytorium zebrał kolektyw Moderat, często występujący w Polsce. Ale jeśli komuś zależało głównie na mrocznych brzmieniach, to nie niemiecka formacja wiodła prym w weekend. Jon Hopkins zahipnotyzował publiczność FreeFormFestival wibrującymi kompozycjami z chwalonego przez krytyków longplaya „Immunity”.
Najlepsze piosenki: Moderat „Les Grandes Marches”, Jon Hopkins „Collider”
Mnie porwał jednak fenomenalny koncert Trentemøllera, który wraz z pięcioosobowym zespołem wprowadził do Soho Factory porcję post-punkowych dźwięków. Set na FreeFormFestival wypełniły głównie numery z najnowszego krążka „Lost”, przy którym współpracował m.in. Sune Rose Wagner. I akurat ducha The Raveonettes dało się usłyszeć bez trudu, bo dominowały rozedrgane gitary i dudniące, syntetyczne perkusje. Całość potęgowało ascetyczne oświetlenie, kontrastujące z bogactwem dźwięków.
Najlepsza piosenka: Trentemøller „Shades Of Marble”
Na drugim biegunie znalazły się popisy grup, którym na wysmakowanych kompozycjach specjalnie nie zależy, a liczy się dobra zabawa. Mam na myśli brytyjskie kolektywy Modestep i Sigma, mogące poszczycić się kilkoma tanecznymi hiciorami i skłonnością do „tłustych”, dubstepowych beatów. Bracia Tony i Josh Friend z Modestep wykazali się niezłym sprytem. Do autorskiego repertuaru dołożyli klasyki Prodigy („Voodoo People”) i Nirvany („Smells Like Teen Spirit”), co zaowocowało ekstatyczną reakcją widzów FreeFormFestival i pogo pod sceną.
Najlepsza piosenka: Modestep „Sunlight”
Jednak najwięcej przebojów przywieźli Klaxons, choć akurat oni podpadli słuchaczom. Koncert zaczął się z poślizgiem, organizatorzy przetrzymywali marznącą publiczność przed zamkniętą halą do ostatniej chwili. Mimo to cudowni chłopcy brytyjskiej fonografii udowodnili, że są gigantami synth-popu. Mimo uroku nowych singli, z największym entuzjazmem przyjęto leciwe, psychodeliczne klasyki z debiutanckiej płyty „Myths of the Near Future”, m.in. „Magick” i „Atlantis to Interzone”. Klaxons zamykali występy na głównej scenie FreeFormFestival, dysponowali arsenałem hitów, a grali niewiele ponad godzinę. Trochę szkoda, ale niedosytu nie ma.
Najlepsze piosenki: Klaxons „Magick”, „Show Me a Miracle”
Za największego pechowca FreeFormFestival można uznać Kele Okereke. Rozpoczynał koncert ledwie przy garstce publiczności, co dziwi, bo Bloc Party to uznana marka, a występ jej lidera powinien cieszyć się większym zainteresowaniem. Kele długo walczył też z problemami technicznymi i nie mógł zaprezentować pełni swoich możliwości, a dysponuje bodaj najlepszym wokalem spośród wszystkich wykonawców FreeFormFestival.
W ostatecznym rozrachunku nie ma co narzekać. Nawet największe zmarzluchy mogły rozgrzać się przy tanecznych hitach, a i kapryśni słuchacze, gardzący muzyką dla mas, też powinni być usatysfakcjonowani. FreeFormFestival umocnił swoją pozycję na polskiej mapie festiwalowej i zasłużył na miano najlepszej niezależnej imprezy w stolicy.