Björk – „Vulnicura” (Recenzja)

Björk - "Vulnicura" fot. Universal Music Polska/NajlepszePiosenki.pl

Najlepsze Piosenki Oceniają



Od lat mam nadzieję, że muzyka Björk w końcu chwyci mnie za serce i ściśnie w żołądku, wiem bowiem, że ma taką moc.

18 stycznia nowy album Björk wyciekł do internetu. Artystka nie poszła śladem Madonny, która uznała, że została artystycznie zgwałcona wyciekiem swoich piosenek, lecz po prostu opublikowała płytę. Album miał się ukazać w marcu, ale trafił do sprzedaży dwa dni po nielegalnej publikacji, czyli już 20 stycznia.



Głównym współpracownikiem na albumie „Vulnicura” jest pochodzący z Wenezueli Arca. Björk zgłosiła się do twórcy po tym jak jego menadżer przesłała Islandce mikstejp „&&&&&”. Arca zgodził się grać jako DJ na imprezach po koncertach Björk i para zaczęła ze sobą współpracować. Björk początkowo nie zdawała sobie sprawy, że Arca ma na kocie kolaboracje z Kanye Westem („Yeezus”) i FKA twigs („EP2”), ale szybko doceniła jego doświadczenie szczególnie gdy zorientowała się, że Wenezuelczyk doskonale zna jej dokonania.

To w jakim sposób ona funkcjonuje jako człowiek jest dla mnie niesamowitą inspiracją – przyznał Arca po spotkaniu z Islandką.

W kompozycji „Family” pomocy udzielił Björk producent The Haxan Cloak.

Premiera albumu miała się zbiec z otwarciem przekrojowej wystawy Björk w nowojorskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej oraz wydaniem książki „Björk: Archives”. Wystawa będzie czynna od 7 marca do 7 czerwca.

Recenzja Björk – „Vulnicura”

Od lat mam nadzieję, że muzyka Björk w końcu chwyci mnie za serce i ściśnie w żołądku, wiem bowiem, że ma taką moc. Kiedy okazało się, że „Vulnicura” to album o złamanym sercu, wierzyłam, że tym razem dostanę to, na co czekam. Wiara trwała 6 minut i 49 sekund.


6 minut i 49 sekund trwa otwierający zestaw utwór „Stonemilker”, młodszy brat ballady „Hyperballad”, kuzyn „Jógi”. Smyczkowa, przejmująca, sunąca w przestworzach ballada. Krucha, owiana chłodem, melancholijna. Dalsza część materiału przeznaczona jest jednak dla wyznawców Islandki. Dla tych, którzy chłoną wszelakie dźwięki artystki.

„Vulnicura” to płyta dźwięków, ich plątanina, gąszcz. Klimat i produkcja zwiastowane w „Stonemilker” w pozostałych utworach są podobne, ale brakuje melodii, emocji, a raczej są one zdawkowe. Dziewiąty longplay wokalistki skrywa mnóstwo wspaniałych fragmentów, misternie tkanych szybującymi skrzypkami, skalisto-kryształową elektroniką, zwiewnymi ozdobnikami, a czasem mocniejszych, z industrialną powłoką. Tym mroźnym, chwilami migoczącym, skrzącym („History of Touches”), kiedy indziej surowym („Family”) brzmieniem łatwo się zachwycić. Niezmiennie podziw wzbudza wokal Björk, który 49-latka częściej jednak traktuje technicznie, jako instrument, a nie do wyrażania emocji.

Czasem Björk skutecznie zwodzi, zaprasza słuchacza do pięknej muzycznej krainy, ale po kilku minutach okazuje się, że wycieczka jest dość męcząca, a krajobraz raczej monotonny („Black Lake”). Kiedy indziej, próbuje omotać nerwowym rytmem, przykuć uwagę podskórnym niepokojem, udaje się to jednak tylko na chwilę („Notget”, „Quicksand”). Potrafi też zaskoczyć dramaturgią („Atom Dance” z udziałem Antony’ego Hegarty’ego z Antony and the Johnsons). Wszystko to jednak mało. „Vulnicura” za często przecieka przez palce i/lub drażni. Chociaż muzycznie to spójne dzieło, za dużo tu chaosu, za mało harmonii.

To nie jest płyta trudna, ale wymagająca. Niekoniecznie przystępna, ale i nie odpychająca. Płyta dla tych, którzy chcą się zanurzyć w björkowej toni, dla których klimat, dźwiękowa mozaika, produkcyjna maestria, koronkowe rozwiązania są ważniejsze niż melodie i wzruszenia.

Premiera w Polsce: marzec 2015
Wydawca: Mystic Production


Podsumowanie Najlepszych Piosenek

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze