Muzyka Brandona Flowersa z albumu „The Desired Effect” jest jak miasto, z którego pochodzi – kolorowa, wesoła, bogata. W odróżnieniu od Las Vegas, nie grozi jednak kacem.
Na drugą solowa płytę Brandona Flowersa trzeba było czekać aż pięć lat. Pierwszy solowy album Amerykanina „Flamingo” z 2010 nie był bowiem, czego wielu się spodziewało, sygnałem że nadchodzi koniec The Killers. Artysta wrócił do macierzystej formacji, by w 2012 roku wydać bardzo dobrze przyjęty zestaw „Battle Born”.
Ewidentnie jednak kreatywność Brandona Flowersa potrzebuje ujścia także poza kapelą, więc oto otrzymujemy „The Desired Effect”. Wokalista sam wyprodukował płytę z pomocą Ariela Rechtshaida, który wcześniej pracował z m.in. z Vampire Weekend, Madonną, Usherem, Beyonce czy Major Lazer.
23 marca ukazał się pierwszy singel z albumu „Can’t Deny My Love”. Zarówno o piosence jak i towarzyszącemu jej klipie pisaliśmy już przy okazji „13 najlepszych piosenek marca 2015”.
Na drugi singel Brandon Flowers wybrał „Still Want You”. Za reżyserię czarno-białego klipu odpowiada Warren Fu, który ma na koncie pracę z Daft Punk, Haim czy ostatnio Snoop Doggiem.
Utwór „Lonely Town” został wybrany jako trzeci. W piosence na perkusji gra Danielle Haim z grupy Haim. Z kolei w wideo występuje znana z serialu „Hemlock Grove” Penelope Mitchell.
Oprócz wspomnianej już Danielle Haim na płycie udzielają się także m.in. Neil Tennant z Pet Shop Boys, Ronnie Vannucci Jr. z The Killers, Angel Deradoorian z Dirty Projectors, Tony Levin i Bruce Hornsby.
RECENZJA Brandon Flowers – „The Desired Effect”
Brandon Flowers niezmiennie robi to, co potrafi najlepiej.
Pierwszy utwór na „The Desired Effect” spokojnie mógłby posłużyć za zapowiedź nowego albumu The Killers. „Dreams Come True” to lekko patetyczna, stadionowa piosenka. Trochę rockowa, trochę popowa. Gdzieś pomiędzy Bruce’em Springsteenem a Belindą Carlise.
Z jednej strony większość materiału utrzymana jest w podobnym klimacie. Numery są odpowiednio rozbuchane i egzaltowane, idealne na duże sceny, bogato zaaranżowane, z niemałą dawką muzycznej dramaturgii. Nie jest to jednak kierunek Coldplay czy U2, lecz raczej Bonnie Tyler, Bangles, Pat Benatar. Dużo syntezatorów, ejtisowych patentów, ale i sporo harmonii, żeńskich wokali (w chórkach), pewnej kobiecej energii. Wystarczy zresztą posłuchać singla „Can’t Deny My Love”, który brzmi jak skrzyżowanie Haim z Pet Shop Boys (muzycy obydwu formacji pomagali przy płycie), melancholijnego „I Can Change” z samplami Bronski Beat, „Lonely Town” przypominającego Eurythmics czy też „Diggin’ Up the Heart”, które z uwagi na rozpędzony rytm kojarzy mi się z „Ça Plane Pour Moi” Plastic Bertrand.
Mimo tej wyliczanki, „The Desired Effect” nie brzmi jak składanka zapożyczeń i skradzionych pomysłów. Flowers wszystko przerabia na swój język i wrażliwość. I naprawdę ma dryg do pisania porywających, radosnych, kolorowych piosenek. Z wielkimi refrenami, pełnych emocji i uniesienia. Potrafi tworzyć rzeczy z pięknymi harmoniami, mocno syntetyczne, ale nie plastikowe. Gdybym miała się czepiać, chciałabym więcej produkcyjnej subtelności i różnorodności, a w kwestii muzyki więcej odwagi, śmiałości. Innymi słowy więcej tak dopracowanych, zachwycających numerów jak „Can’t Deny My Love”. Pozostałe są jednak tylko cieniami.
Premiera w Polsce: 18 maja 2015
Wydawca: Universal Music Polska