Charlie Winston wraca bardziej elektroniczny, ale wciąż pełen nieodpartego uroku.
Charlie Winston dorastał w rodzinie muzyków, więc mając 8 lat sam już zaczął tworzyć własne piosenki. Jego starszym bratem jest Tom Baxter, dla którego przez pewien czas grał basie. Gra na różnych instrumentach i śpiewa. Oczywiście komponuje też, pisze teksty, a ostatnio także produkuje. Na jego talencie poznali się Francuzi (gdzie odniósł do tej pory największe sukcesy) oraz Peter Gabriel, którego supportował podczas europejskiej trasy w 2007 roku.
Anglik właśnie wydał czwarty album „Curio City”, który przyjedzie promować w Polsce. Będziemy mieli dla was bilety na koncerty, a dziś zachęcamy do przeczytania recenzji najnowszego dzieła.
RECENZJA: Charlie Winston – „Curio City”
Gdyby muzyka była odzwierciedleniem cech osobowych wykonawcy, Charlie Winston byłby jednym z najbardziej czarujących facetów na świecie.
Zapowiedzi „Curio City” mogły nieco przestraszyć. Czwarta płyta „symaptycznego wagabundy” (jak określa go wydawca), inspirowana jest dokonaniami Ridleya Scotta, w szczególności „Łowcą andoridów” czy soundtrackiem i filmem „Drive”. Nie to, że takie wpływy są złe, wręcz przeciwnie. Obawiałam się jednak, że Charlie straci swój zawadiacki urok i luz. Stanie się bardziej mroczny, introwertyczny. Okazało się jednak, że Charlie Winston potrafi połączyć jedno i drugie.
Otwierający zestaw „Wilderness” wskazuje pewną zmianę stylu. Przestrzenna (zgodnie z tytułem) elektronika, szybująca melodia, miejski, wieczorny, lekko filmowy klimat, nieco mroku. Nadal jednak słyszymy przede wszystkim autentycznego, prostego (w dobrym znaczeniu) faceta, który śpiewa z sercem, co potwierdzają dobitnie kolejne piosenki w zestawie. Czy to melancholijne, jesienne „Fear & Love”, czy jednocześnie bluesowe i popowe (trochę w typie Eda Sheerana), zadziornie i akustyczne „Another Trigger” czy pulsująco-wirujące i mieniące się kolorami disco, porywające „Just Sayin'” czy skromne i kruche „Stories”.
„Curio City” jest płytą bardziej spójną i stonowaną niż „Running Still”. Charlie Winston wciąż czerpie z różnych gatunków, ale z większym wyczuciem to wszystko balansuje, jeszcze lepiej harmonizuje. Większy nacisk kładzie na melodie, niż rytm, a produkcja, choć momentami naprawdę bogata i wielobarwna („Just Sayin'”) jest bardziej łagodna i wypolerowana. Brzmienie, zaiste, bardziej syntetyczne, nie brakuje hollywoodzkich smyków, a wręcz tanecznych patentów („A Light (Day)”), ale to nadal popowy rock lub – jak kto woli – rockowy pop z elementami soulu, bluesa i folku. Oczywiście nie zapominam o wspaniałym głosie Charliego Winstona. To kolejny atut nowego albumu. Artysta wydaje się bowiem jeszcze bardziej różnorodnym a zarazem pewnym siebie i swoich umiejętności wokalistą. Chwilami przypomina Guya Garveya z Elbow, kiedy indziej Petera Gabriela, a czasem też Chrisa Martina i Bryna Ferry’ego.
Dla tych, którzy już wcześniej pokochali Charliego Winstona, „Curio City” powinno być kolejnym rozdziałem miłości do Anglika. Ci którzy jeszcze go nie znają, po wysłuchaniu nowej płyty powinni bez problemu zadurzyć się w tym pełnym naturalnego wdzięku muzyku.
Premiera w Polsce: 17 lutego 2015
Wydawca: Sony Music
Charlie Winston
Wykonawcy: Tom Baxter | Charlie Winston|
Miejsce: Kraków, Fabryka
Data: 25 kwietnia 2015
Początek: 20:00
Charlie Winston
Wykonawcy: Tom Baxter | Charlie Winston
Miejsce: Warszawa, Proxima
Data: 26 kwietnia 2015
Początek: 20:00
Najlepsze piosenki:
'Just Sayin', 'Evening Comes', 'Wilderness', 'Lately'