D’Angelo – Black Messiah (Recenzja + Odsłuch)

D'Angelo "Black Messiah" fot. Sony Music/NajlepszePiosenki.pl

Najlepsze Piosenki Oceniają



Gdyby w muzyce soul, jak w rocku istniał nurt progresywny, D’Angelo byłby jego najznamienitszym przedstawicielem.

– „Black Messiah” („Czarny Mesjasz) to świetny tytuł dla płyty – mówi D’Angelo. – Nietrudno go jednak źle zinterpretować. Wiele osób pomyśli, że chodzi o religię. Niektórzy dojdą do wniosku, że to ja nazywam się wręcz Czarnym Mesjaszem. A tak naprawdę tytuł ten traktuje o nas wszystkich. Mówi o celach, jakie sobie obieramy. Każdy powinien dążyć do stania się Czarnym Mesjaszem. Ludzie dorastający w Ferguson i w Egipcie, uczestniczących w ruchu Occupy Wall Street i wszystkich tych miejscach, gdzie społeczność ma dość i podejmuje działania na rzecz zmian. Nie chodzi o wychwalanie jednego charyzmatycznego lidera, ale uznanie tysięcy takich osób. Czarny Mesjasz nie jest jednym człowiekiem. To uczucie, że wszyscy wspólnie jesteśmy u sterów.

RECENZJA: D’Angelo – „Black Messiah”

Gdyby w muzyce soul, jak w rocku istniał nurt progresywny, D’Angelo byłby jego najznamienitszym przedstawicielem.

Na „Black Messiah” artysta kazał czekać 14 lat. Nie będę pierwszą, ani ostatnią osobą, która przytoczy Guns N’Roses. Tyle samo lat bowiem fani Axla Rose’a wypatrywali osławionego „Chinese Democracy”. Jednak jeśli w przypadku GN’R raczej nie było słychać ponad dekady pracy nad materiałem, tak w przypadku D’Angelo i jego and the Vanguard wiadomo, czemu trwało to tak długo.

Zaledwie trzecia płyta w dorobku wokalisty to rzecz złożona i szalenie dopracowana. Słychać, że te utwory rozwijały się, dojrzewały, ewoluowały, reagowały na zmieniającą się rzeczywistość. Nie ma tu przypadkowych dźwięków, pomysłów od czapy. Co nie znaczy jednak, że są to niemal inżynierskie konstrukcje. Żadna leśna szkółka z równo posadzonymi drzewami, lecz rozrośnięta puszcza, gdzie rośliny żyją w harmonii i symbiozie.




Właśnie w ten sposób należy rozumieć progresywność albumu D’Angelo. Utwory są na wskroś organiczne, naturalne i na swój sposób dzikie. Artysta i jego zespół nie kroczą utartymi szlakami, nie trzymają się schematów. Pozwalają sobie na muzyczne ucieczki, iście improwizacyjną swobodę. Tu każdy dźwięk jest reakcją na poprzedni, każde zagranie odpowiedzią na wcześniejsze, w czym niemała zasługa współpracowników, wśród których znalazł się m.in. Questlove z The Roots. I znów, proszę nie obawiać się kombinatorstwa czy niemal jazzowych „odlotów”. Są melodie i ładne aranżacje, czyli po prostu dobre utwory.

Jeśli chodzi o samą muzykę, jest przebogato. Od rocka z naprawdę mocnymi gitarami („1000 Deaths”), przez pościelowe R&B („Really Love” z elementami latino) i funkową zadziorność w stylu Prince’a („The Charade”) po bluesowo-folkowe motywy („The Door”). Do tego smakowite, organiczne, wielowarstwowe aranżacje, pulsująca energia i emocje.

D’Angelo sprawił swym sympatykom wspaniały prezent pod choinkę. Jeśli na kolejny album artysty przyjdzie nam czekać kolejnych 14 lat, a będzie on tak dobry jak „Black Messiah”, nikt nie będzie narzekał.

Premiera w Polsce: 13 stycznia 2015
Wydawca: Sony Music

Najlepsze piosenki:

'Ain't That Easy', 'Really Love', 'Another Life', '1000 Deaths'


Podsumowanie Najlepszych Piosenek

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze