Manic Street Preachers nagrali jeden z najlepszych albumów w karierze. Płyta „Futurology” jest nowoczesna, świeża, głośna, pomysłowa, chwilami wręcz brawurowa.
Nie moglibyśmy być jak Coldplay – po prostu cały czas grać – wyjaśnia perkusista Manic Street Preachers, Sean Moore. – Nam chodzi o coś więcej niż ładne brzmienia i ładne twarze. Zawsze konfrontujemy siebie, naszą publiczność, naszych rówieśników. Wciąż kwestionujemy to, co robiliśmy wcześniej i to, co zrobimy w dalszej kolejności.
Nic więc dziwnego, że na „Futurology” Manic Street Preachers wymyślają się na nowo. Zalążkiem nowego dzieła były słowa piosenki ” Europa Geht Durch Mich” oraz numer „Black Square” napisany w hołdzie rosyjskiemu malarzowi i teoretykowi sztuki, Kazimierzowi Malewiczowi (miał polskie korzenie, żył w latach 1879-1935). Wtedy James Dean Bradfield, Nicky Wire i Sean Moore postanowili stworzyć mniej rockowy, a bardziej elektroniczny album. Słowa klucze przy tworzeniu to „współczesny”, „skompresowany” czy „retro-futurystyczny”. Wybrali się do Berlina, do legendarnych Hansa Studios (David Bowie nagrywał tam „Low” czy „Heroes” a U2 „Achtung Baby”).
Wśród inspiracji wymieniają Johna Hughesa – walijskiego inżyniera i biznesmena, a zarazem założyciela Doniecka (tak, tego miasta na Ukrainie – o tej fascynującej historii można przeczytać na stronach Wikipedii), malarza Edwarda Muncha (tego od „Krzyku”), rosyjską awangardę początku XX wieku, krautrock, wyprawę mostem Øresund i… Simple Minds. A także podróże po Europie.
– Jeździmy po Europie od 1991 roku – wyjaśnia frontman. – Każde miasto zmieniło się nie do poznania. Niemcy wciąż się odbudowywały w 1992 roku. Kiedy po raz pierwszy jechaliśmy z Balefastu do Dublina czekał nas klasyczny checkpoint. Kompletnie zmieniła się demografia w Sztokholmie.
– Ostatnie trasy spędzaliśmy podróżując po autostradach i słuchając takich artystów jak Kraftwerk, Neu!, Andy Weatherall, Popul Vuh czy Cabaret Voltaire – dodaje gitarzysta, Nicky Wire. – W naszych głowach tworzyły się ścieżki dźwiękowe do obrazów, które widzieliśmy za oknami naszego busa.
RECENZJA Manic Street Preachers – „Futurology”
Manic Street Preachers nagrali jeden z najlepszych albumów w swej karierze. Nowoczesny, świeży, głośny, pomysłowy, chwilami wręcz brawurowy. Dojrzały, przemyślany, ale i przystępny.
Od blisko tygodnia słucham nowej płyty Manic Street Preachers i nie do końca wiem, co napisać, by w pełni oddać to, co skrywa „Futurology”. Walijczycy bardzo mnie zaskoczyli, tworząc szalenie złożone, wielowymiarowe, różnorodne dzieło. Gdyby to był film, mielibyśmy i elementy wojennego dramatu, i western, i science fiction, a także nową falę oraz Hollywood, kino niezależne i wysokooktanową sensację, komercyjne podejście i bardziej artystyczną formę, mocne, wyraziste wątki, ale i refleksyjne, niemal eteryczne elementy. Kino niemieckie, brytyjskie, francuskie i amerykańskie.
Muzycy zapowiadali, że dzieło będzie inspirowane krautrockowymi klasykami, ale to zaledwie punkt wyjścia. Pomysł na łącznie zimnej elektroniki z charakternym, gitarowym brzmieniem. „Futurology” imponuje bogactwem i muzycznym rozstrzałem. Niemal każdy numer zawiera sprzeczne pomysły, wydawać by się mogło wykluczające się rozwiązania. Czekają nas i zadziorne, ostre gitary i synthpopowo-syntezatorowe, kiczowate pasaże (jedno i drugie w „Sex, Power, Love and Money”). Zgrabne, popowe melodie i nieustępliwa nerwowość („Walk me to the Bridge”). Ponury bas na miarę Joy Division oraz aranże rodem z filmu „Tron” („Dreaming a City (Hughesovka)”). Punk i psychodelia („Mayakovsky”). Dorzućmy do tego marszowe tempo i porażającą siłę rytmu („Europa Geht Durch Mich”), zwiewną, indierockową balladę („Between the Clock and the Bed”), typowe Manic Street Preachers (numer tytułowy) czy festiwalowego/stadionowego pewniaka („Let’s Go to War”). Brudne, garażowe gęstwiny i syntetyczną krystaliczność. Krowi dzwonek, tamburyno oraz organy omnichord.
Najlepsze jest to, że dwunasta płyta Manic Street Preachers mimo ambicji, odważnych pomysłów, mocno alternatywnego sznytu, nieszablonowego podejścia do muzyki pozostaje zestawem znakomitych, przebojowych piosenek. Numerów z kapitalnymi melodiami, genialnymi koncertowymi refrenami, wypełnionych emocjami. Pięknie zaśpiewanych i zagranych z pełnym zaangażowaniem.
Premiera w Polsce: 7 lipca 2014
Wydawca: Sony Music