Mela Koteluk – „Mirgacje” (Recenzja + Wideo + Odsłuch)

Mela Koteluk "Migracje" fot. Warner Music Poland/NajlepszePiosenki.Pl

Najlepsze Piosenki Oceniają



Mela Koteluk kojarzy mi się z Kopciuszkiem. „Mirgacje” to ta część baśni, kiedy znalazła już swój pantofelek.

Któż mógł przypuszczać w 1984 roku, gdy powstała piosenka „Still Loving You”, że Scorpions będzie za lat kilkanaście jedną z najbardziej… polskich kapel. Nie dość, że gitarzystą basowym w grupie od 10 lat jest Paweł Mąciwoda, dodatkowo w chórkach udzielała się Mela Koteluk.

Tym zgrabnym wstępem przeszliśmy do głównej bohaterki dzisiejszego tekstu. Malwina Koteluk lepiej znana jako Mela przygotowała właśnie drugi album studyjny (za pierwszy „Spadochron” otrzymała dwa Fryderyki).



Płyta „Migracje” to przede wszystkim dzieło Meli Koteluk oraz jej zespołu. Artystka sama napisała teksty. Na płycie pojawiają się oryginalne dźwięki bardzo rzadkiego instrumentu w kształcie UFO, o nazwie hang drum, na którym zagrał Wojtek Pęczek. Utwory dobarwia szalona wiolonczela Jana Stokłosy, a także flety, saksofony i klarnety. Zespół zaprosił do współpracy cenionego producenta młodego pokolenia Marka Dziedzica, który nadał całości spójny, świeży i plastyczny charakter.

– Marek to wymagający producent, naprowadzał nas na nowe tropy, zachęcił do odważnego myślenia o stylistykach, które łączymy – mówi Mela Koteluk. – Był moim uchem z zewnątrz – będąc w epicentrum, potrafił jednocześnie z dużym dystansem uczestniczyć w działaniach zespołu. Udało nam się połączyć minimalizm z muzycznym bogactwem, czyli poniekąd ogień z wodą. To album pełen kontrastów, tak jak czas i okoliczności, w których powstawał. Dla mnie Migracje są zapisem etapu, na którym byliśmy z zespołem od czasu wydania pierwszego albumu, bez wątpienia jednego z wielu przyszłych.

RECENZJA: Mela Koteluk – „Mirgacje”

Mela Koteluk kojarzy mi się z Kopciuszkiem. „Mirgacje” to ta część baśni, kiedy znalazła już swój pantofelek.


Pozornie „Mirgacje” i debiutancki „Spadochron” tak bardzo się nie różnią. Koteluk ma swoją stylistykę, której nie porzuciła. Lekko bajkową, organiczną, akustyczno-elektroniczną. Jej piosenki pełne są emocji, misternie zaaranżowane, oparte na zwiewnych melodiach, pachnące łąką, lasem. Z poetyckimi, ale nigdy pretensjonalnymi tekstami i wspaniałym wokalnym cieniowaniem. Z elementami folku, popu, rocka.

Można powiedzieć, że nowy album jest więc logiczną, naturalną kontynuacją dzieła sprzed dwóch lat. Rzeczywiście, ale pojawiają się mikroróżnice, drobiazgi, które sprawiają, że Mela Koteluk nie jest już Kopciuszkiem, tylko olśniewająca księżniczką.

„Migracje” to płyta odważniejsza, nagrana przez pewną siebie artystkę. Artystkę, która doskonale wie, w jakim kierunku zmierza, która wie, jak wykorzystać swe atuty. Nie jest to płyta dojrzalsza, bo dojrzałości nie można było domówić poprzedniczce, ale bardziej świadoma, nie tak nieśmiała. Mocniejsza, bardziej wyrazista, stanowcza, czego doskonałym przykładem „Żurawie origami”. Numer niemal rockowy, atakujący, dynamiczny.

Słychać, że Mela Koteluk sporo koncertowała, że nie ma problemu z przykuwaniem uwagi odbiorcy, że bogactwo dźwięków, wielorakie instrumenty, nie mają szans jej przyćmić („Pobite gary”). To ona jest pierwszoplanową postacią i żadne wiolonczele, banjo, flety i klarnety tego nie zmienią. Oczywiście, znajdziemy na drugim albumie Meli Koteluk także momenty bardziej liryczne, ale nawet w tych spokojniejszych, balladowych utworach jest pewien pazur („To nic”) .

„Migracje” to album świeży, wielobarwny, soczysty, o niebanalnych dźwiękowych fakturach, pełen świetnych melodii. Naprawdę ładna płyta, na dodatek z charakterem.

Premiera w Polsce: 17 listopada 2014
Wydawca: Pomaton/Warner Music Poland

Najlepsze piosenki:

'Żurawie origami', 'Fastrygi', 'Pobite gary', 'Tragikomedia'


Podsumowanie Najlepszych Piosenek

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze