Pierwsze solowe dzieło Anglika to nie tylko solidna porcja rozmaitych, pieczołowicie tkanych pomysłów produkcyjno-aranżacyjnych, ale i ładne utwory.
Tematem przewodnim „Everyday Robots” jest konflikt między naturą a technologią. Dzieło zawiera wiele wątków autobiograficznych i, jak przekonuje Damon Albarn, jest jego najbardziej osobistym dokonaniem.
Również zdaniem frontmana Blur, to połączenie folku i soulu. – Muzycznie mamy moje bardziej melancholijne, uduchowione wcielenie – zapowiadał jeszcze przed premierą 46-latek.
Za produkcję materiału odpowiadał Richard Russell, z którym wokalista wcześniej miał okazję współpracować przy płycie Bobby’ego Womacka, „The Bravest Man in the Universe” oraz przy krążku projektu DRC Music, „Kinshasa One Two”. Russell odpowiadał również za programowanie perkusji, a Albarn za wokal, fortepian i gitarę.
Informacje i ciekawostki o piosenkach z „Everyday Robots”:
„Everyday Robots”
Pomysł na piosenkę zrodził się, gdy Damon tkwił w korku w Kalifornii. – Zauważyłem, że każdy był zatracony w swoim małym świecie, słuchając muzyki, bawiąc się telefonem – opowiada.
Numer zawiera sample scenicznego popisu komika Lorda Buckleya, który występował w latach 40. i 50. Niezwykły teledysk nakręcił Aitor Throup, który wykorzystał prawdziwe zdjęcia czaszki i korzystając techniki rekonstrukcji twarzy oraz animacji komputerowej pokazał, z czego składa się ludzka głowa. Za model posłużył Albarn.
„Lonely Press Play”
Klip do piosenki utrzymany jest w stylu amatorskich filmów wideo. Zdjęcia powstały w Tokio, Londynie, Dallas, Utah, Devon a także na Islandii czy w Korei Północnej. – Zaczęło się od tego, że wybrałem się do dzielnicy, w której dorastałem i kręciłem co się da iPadem – wspomina Anglik. – To było jak moje własne archeologiczne wykopalisko.
„Mr. Tembo”
Niech nikogo nie zdziwi, że na okładce singla znajduje się słoń. Numer powstał dla słoniątka, na które Damon natrafił w zoo w Tanzanii. – Dopiero co został osierocony i przygarnięty przez ludzi, których znam – mówi o zwierzęciu muzyk. – Byłem tam i poznałem tego małego słonia. Nazywał się Mr. Tembo. Był uroczy, a ja mu śpiewałem. Ta piosenka powstała dla niego.
Tembo w suahili znaczy słoń.
Ponieważ utwór został zbudowany wokół gospelowego motywu, Anglik zaangażował The Leytonstone City Mission Choir, by był jeszcze bardziej gospelowy. – Jeśli słoń usłyszy ostateczną wersję, mam nadzieję, że mu się spodoba – powiedział.
„The Selfish Giant”
W nagraniu gościnnie pojawia się Natasha Khan, czyli Bat for Lashes. – Gdybym mogła cofnąć się w czasie i powiedzieć sobie jako 15-latce, że zaśpiewam z Damonem na płycie, pewnie bym się posikała – przyznaje artystka. – Bardzo się w nim kochałam.
„Hollow Ponds”
W nagraniu wykorzystano zarejestrowany dźwięk pociągu londyńskiego metra odjeżdżającego z Leytonstone Station, jak również odgłosy z placu zabaw, na którym artysta bawił się jako dziecko. W tekście pojawiają się daty, które były ważne w życiu Albarna.
„Photographs”
W utworze wykorzystano fragment audioboka „The Psychedelic Experience: A Manual Based on the Tibetan Book of the Dead”, w którym Timothy Leary opowiada o swym tripie na LSD. Piosenkę wykorzystano w zwiastunach zapowiadających album.
„Heavy Seas of Love”
Piosenka powstała z udziałem Natashy Khan i Briana Eno (pojawił się on też w numerze „You and Me”). – Jest moim sąsiadem i chodzimy do tego samego klubu odnowy biologicznej – opowiada Anglik. – On jednak zajmuje się tam ciekawszymi rzeczami. Ja skupiam się na ogłupiającym bieganiu, a on doskonali aerobik w wodzie.
Na okładce singla widać budynek Palacio Salvo w Montevideo, w Urugwaju.
Albarn i Aitor Thorup, będący dyrektorem artystycznym albumu we współpracy z Tribeca Interactive zorganizowali konkurs na teledysk do „Heavy Seas of Love”. Uczestnicy musieli wykorzystać interfejs Treehouse i stworzyć własny filmik. Zwycięzcą został Polak, Jakub Romanowicz, który opowiedział historię robota przemierzającego miasto. – Jest nietypowy, gdyż interaktywny, co oznacza, że sami dokonujecie wyborów związanych z przebiegiem historii – napisał na Facebooku o teledysku artysta z Łodzi. – Aby zobaczyć wszystkie możliwe detale trzeba obejrzeć przynajmniej dwa razy. Jeśli się powtórzy dany wybór to kilka razy więcej lub wystarczy cofnąć się po linii czasu.
RECENZJA Damon Albarn – „Everyday Robots”
Przyznam, że mocno obawiałam się nowej płyty Damona Albarna. Niepotrzebnie.
Obawiałam się, bowiem nie jestem zwolenniczką sztuki dla sztuki, nadmiernego eksperymentowania czy przedkładania formy nad melodię. Co tu dużo mówić, jestem prostą dziewczyną i lubię, gdy piosenkę da się zaśpiewać, zanucić. Albarn wiadomo natomiast, że lubi dźwiękowe, nierzadko egzotyczne podróże, a że obdarzony jest niesłychaną muzyczną wyobraźnią czasem ponosi go ona w niebezpiecznie artystyczne rejony. Na szczęście pierwsze solowe dzieło Anglika to nie tylko solidna porcja rozmaitych, pieczołowicie tkanych pomysłów produkcyjno-aranżacyjnych, ale i ładne utwory. Spokojne, stonowane, koronkowo wykonane. Delikatna zwiewna elektronika, przyjemne trzaski, plaski i stukoty, połączone z brzmieniem prawdziwych instrumentów i przekazywanymi przez Damona szczerymi emocjami.
Jeszcze przed premierą Albarn zapowiadał, że „Everyday Robots” będzie jego komentarzem do współczesnego świata zdominowanego przez technologię. Ton dzieła odbija się też w muzyce. Klimatem album przypomina niedawny film Spike’a Jonze’a „Ona” czy animację „Wall-e”, które zresztą poruszały podobne tematy. To muzyka tęskna, nostalgiczna, nieco wyalienowana. Z rzadka pojawiają się radosne czy energiczne, bardziej kolorowe numery („Mr. Tambo”), większość raczej się snuje, spowita szarymi barwami.
„Everyday Robots” nie jest dziełem doskonałym. Zdecydowanie mogłoby być więcej utworów w stylu „Lonely Press Play”, które po prostu urzekają czy „Heavy Seas of Love”, które poruszają. Większość nagrań pewnie skłoni do refleksji czy raczej zadumy, ale to jednak muzyka, która przecieka między palcami. Niczym szemrający strumyk, pozwoli się wyciszyć, skupić, ale na wieki nie zapadnie w pamięci. Niepozbawiona uroku, kameralna, introwertyczna i smutna płyta acz trochę zbyt zdystansowana.
Wydawca: Parlophone/Warner Music Poland
Premiera w Polsce: 28 kwietnia 2014
Najlepsze piosenki:
'Everyday Robots', 'Lonely Press Play', 'Heavy Seas of Love'29 czerwca Damon Albarn wystąpi na Malta Festival Poznań 2014