„Caustic Love” Paolo Nutiniego to wspaniałe, różnorodne dzieło. Szczere, mocno organiczne, wielowymiarowe, pełne soczystych barw, zachwycające mnogością muzycznych faktur i – jak dziwnie by to nie zabrzmiało – na wskroś ludzkie.
Szkot Paolo Nutini chciał być architektem i Zorro, na szczęście został muzykiem (włoskie imię i nazwisko zawdzięcza tacie). Nigdy nie grał w fajnej indie-kapeli, a od rozbijania się po klubach, wolał kameralne domówki. Urodził się 9 stycznia 1987 roku. Nieco ponad 27 lat później wydał trzecią płytę – „Caustic Love”, która w ciągu tygodnia na Wyspach pokryła się złotem, czyli znalazła 100 tysięcy nabywców, wśród których była Adele. Wcześniej wydał pięciokrotnie pokryte platyną w Wielkiej Brytanii „These Streets” (2006) i „Sunny Side Up”(2009).
– Kiedy się zakochujesz, oddajesz się drugiej osobie – opowiada Szkot. – Zaczynasz podejmować decyzje, które niekoniecznie są rozsądne. Kiedy pojawia się miłość, znikają wyrobione wcześniej zdania i opinie. Znikają bariery, które budowałeś i wszystko czym, się zasłaniałeś, i stajesz się podatny zarówno na cierpienie jak i na ekscytację. Nie możecie żyć bez siebie. I na tym polega „paląca miłość” (caustic love).
Muzyk przyznał, że zaangażował w roli producenta Daniego Castelara, ponieważ nie udało mu się nakłonić do współpracy tych producentów, których chciał (byli albo zajęci, albo niezainteresowani). Castelar wcześniej był jedynie inżynierem dźwięku.
Piosenka „Fashion” opowiada o wszystkim, co złe w świecie mody, choć, jak Szkot przyznaje, nie jest antymodowy i wiele elementów tego świata mu się podoba. By uwiarygodnić numer, zaprosił kobietę, która jego zdaniem uosabia wszystko, co najlepsze w muzycy i modzie, czyli Janelle Monáe.
Wspomniana wcześniej Adele przyczyniła się nieco do popularności Szkota. Gdy artystka zobaczyła piosenkę „Iron Sky” wykonaną na żywo w Abbey Road Studios napisała na Twitterze: „Fuck!!! This is one of the best things I’ve ever seen in my life hands down”.
– Jestem bardzo wdzięczny Adele – mówi Paolo Nutini. – Ona ma niesamowity wpływ na ludzi. Sam nie mam Twittera, ale znajomi przysyłali mu screenshoty. Odzew ludzi był fantastyczny.
Piosenka „Iron Sky”, która zawiera cytat z filmu „Dyktator” Charliego Chaplina, wzbudziła na Wyspach spore kontrowersje. Część komentatorów widzi w niej odezwę do Szkotów, by ci podczas referendum 18 września głosowali za niepodległością. Sam Nutini, choć przyznaje, że można tak odbierać tę piosenkę, chciał wyrazić bardziej ogólne dążenie do wolności.
Cecha charakterystyczna: Podczas występów na żywo Paolo Nutini ma niemal cały czas zamknięte oczy.
RECENZJA Paolo Nutini – „Caustic Love”
Paolo Nutini kilka punktów niewątpliwie dostaje za element zaskoczenia. To jednak tylko drobne bonusy, bez których „Caustic Love” i tak należy się bardzo wysoka ocena.
Nowa płyta Szkota nie brzmi jak trzecia w jego dorobku, lecz raczej jak trzydziesta. On sam z kolei zarówno na poziomie wokalnym, jak i emocjonalnym bardziej przypomina 60-latka niż niespełna 30-letniego artystę o twarzy, w której zakochują się dziewczęta w dowolnym wieku. Krótko mówiąc to bardzo dojrzałe, wypełnione klasycznymi odniesieniami dzieło.
Marvin Gaye, Bobby Womack, Charles Bradley to zupełnie naturalne skojarzenia. Nutini kocha czarny jak smoła soul, wywodzący się z bluesa, zakorzeniony w jazzie. Śpiewa, tym zdartym, chropowatym głosem, nie tyle z serca co z trzewi („Iron Sky”). Nie ogranicza się jednak wyłącznie do oldschoolowych wycieczek i mocno ekspresyjnych numerów. Potrafi współcześnie rozbujać („Let Me Down Easy”), sięgnąć po amerykański, południowy folk („Numpty”), pofiglować i pogibać się funkowo z Janelle Monáe („Fashion”) czy w końcu pokazać rockowy pazur („Cherry Blossom”, gdzie momentami można go pomylić z Calebem z Kings of Leon). Tak naprawdę, na płycie w bardzo nieoczywisty sposób słychać wszystko od gitary w stylu The Edge’a po kościelne chóry.
„Caustic Love” to wspaniałe, bogate, różnorodne dzieło. Szczere, autentyczne, mocno organiczne, wielowymiarowe, pełne soczystych barw, zachwycające mnogością muzycznych faktur i – jak dziwnie by to nie zabrzmiało – na wskroś ludzkie. Choć słychać elektronikę, całość wypada, jakby każdy najdrobniejszy element miał duszę.
Najlepsze piosenki:
'Let Me Down Easy', 'Fashion' oraz 'Cherry Blossom'