Marilyn Manson – „The Pale Emperor” (Recenzja + Video)

Marilyn Manson "Pale Emperor" fot. NajlepszePiosenki.Pl

Najlepsze Piosenki Oceniają

Nowa płyta zespołu Marilyn Manson nie przynosi artystycznej rewolucji. Brian Warner i jego ekipa nie przerzucili się na reggae ani hip-hop. Poruszają się wciąż w – mniej więcej – tej samej stylistyce. Ale dawno nie nagrali tak dobrej płyty.

Nie wiem, czy to udział w serialu „Synowie anarchii” czy zaangażowanie do współpracy przy albumie Tylera Batesa, który maczał place w jednym z najcudowniejszych filmów ubiegłego roku, czyli „Strażnikach galaktyki” (odpowiadał za soundtrack). Może to częste spotkania z Johnnym Deppem, z którym świetnie się dogaduje. – Mamroczemy do siebie i kończymy swe zdania gestykulując – wyjaśnia Marilyn Manson. A może fakt, że większość nowego materiału była nagrywana dla odmiany za dnia, nie nocą (z uwagi na pracę na planie serialu, gdzie musiał się stawiać o 7 rano). Coś jednak dobrze podziałało na Marilyna Mansona.



Dziewiąty longplay jego zespołu, „The Pale Emperor”, to powrót na szczyt formy. Takie płyty sprawiają, że fani przypomną sobie, dlaczego przed laty pokochali kontrowersyjnego artystę i wcale bym się nie zdziwiła, gdyby ewentualny koncert zespołu odbył się tym razem w większej sali niż Stodoła.

Recenzja Marilyn Manson – „The Pale Emperor”

Każdy, kto bawił się w kuchni w gotowanie czy pieczenie, wie, że te same składniki nie zawsze dają taki sam efekt. Podobnie jest z muzyką.

Nowa płyta zespołu Marilyn Manson nie przynosi artystycznej rewolucji. Brian Warner i jego ekipa nie przerzucili się na reggae ani hip-hop. Poruszają się wciąż w – mniej więcej – tej samej stylistyce.

Gitarowe riffy, nieco zimnej elektroniki, przeszywający wokal. Jest hałaśliwie, przynajmniej lekko agresywnie, z przesterami, ale i ze zgrabnymi refrenami, a wszystko spowite bądź chociaż muśnięte mrokiem. Tym razem jednak wyszło zaskakująco dobrze. Pierwszy raz od lat, zaznajamiając się z płytą zespołu nie męczymy się, nie szukamy na siłę dobrych fragmentów, lecz od początku do końca wchłaniamy bezboleśnie. „The Pale Emperor” słucha się naprawdę znakomicie. Nie brakuje słabszych numerów, acz nie ma to wpływu na odbiór całości, a rytmiczne, rozwrzeszczane „Deep Six” z wirującym refrenem, „Third Day of a Seven Day Binge” rodem z nocnego klubu czy filmu noir okraszone piękną metaliczną gitarą, glamowe „The Devil Beneath My Feet” czy „Cupid Carries A Gun” z gotycko-teatralnymi ozdobnikami to naprawdę kapitalne numery.

Ciągnąc kulinarne porównania, czasem wystarczy odrobinę zmienić proporcje, dodać nowy składnik i smakuje wyśmienicie. Na „The Pale Emperor” „przepis” został uproszczony. Piosenki są bezpośrednie, treściwe, chwytliwe, mocne i bardziej rockowe (w dobrym znaczeniu tego słowa). Ów nowy składnik to blues, taki brudny, nowoorleański, zachlapany „czystą krwią” wampirów. Jest bowiem coś w klimacie niektórych nagrań, co kojarzy się z czołówką serialu „Czysta krew”, z kolei „Odds Of Even” ciągnie się powolnie niczym klasyki Led Zeppelin. Swoją drogą, to chyba najbardziej organiczne nagranie w dorobku Marilyna Mansona.

Kluczowa w kucharzeniu jest – jak mówią – miłość. W muzyce poniekąd też. To chyba najbardziej wyróżnia dziewiąty longplay Marilyna Mansona. Słychać, że mu się chciało, że był zaangażowany, że miał frajdę, tworząc ten materiał. Nie ma tu kalkulacji, lecz czysta przyjemność grania i śpiewania, a tym samym przyjemność dla słuchacza.

Premiera w Polsce: 16 stycznia
Wydawca: Mystic Production

Najlepsze piosenki:

'Deep Six', 'Third Day of a Seven Day Binge', 'Slave Only Dreams to be King', 'Odds of Even'

Komentarze

Podsumowanie Najlepszych Piosenek

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.